Zmarła mama ks. Proboszcza
Dodane przez Administrator dnia Wrzesień 23 2017 17:54:22
W sobotę 23 września 2017 r. zmarła śp. Halina Stępczak, mama naszego ks. Proboszcza. Przeżyła 84 lata. Msza św. pogrzebowa zostanie odprawiona w kościele farnym pw. Wniebowzięcia NMP w Kościanie w środę 27 września o godz. 11.00. Po Mszy św. pogrzeb odbędzie się na cmentarzu parafialnym w Kościanie przy ul. Ks. Piotra Bączkowskiego 6. Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki!
Zwięzły życiorys zmarłej można przeczytać klikając na poniższy napis "Czytaj więcej".
Treść rozszerzona
Dobrze jest dziękować Panu
i śpiewać imieniu Twemu, o Najwyższy:
głosić z rana Twoją łaskawość,
a wierność Twoją nocami (Ps 92, 2-3)


Śp. Halina Stępczak urodziła się 12 września 1933 r. w Kościanie. Tam na Rynku jej rodzice Roman i Wanda Kosmacińscy mieszkali i prowadzili warsztat szewski. Trzy lata później urodziła się jej młodsza siostra Mirosława. Lata dzieciństwa zostały brutalnie przerwane przez okupację hitlerowską. Po wkroczeniu wojsk niemieckich rodzina została wyrzucona z domu i miała zostać wywieziona do Niemiec. Na szczęście pociąg zatrzymał się na stacji Rawicz, gdzie udało się wybłagać opuszczenie transportu. Hitlerowiec, który się na to zgodził był przekonany, że w mieście gdzie jest więzienie Polacy długo nie pożyją. W Rawiczu jednakże mieszkali dziadkowie (ze strony matki), u których całej rodzinie szczęśliwie udało się przeżyć czasy wojenne.
Tam w warunkach konspiracji chodziła na lekcje do polskiego nauczyciela. Tam też, w oddalonej o 10 km od Rawicza parafii w Zielonej Wsi, przystąpiła do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Gdy w styczniu 1945 roku Rawicz przechodził w ręce wojsk radzieckich niespełna dwunastoletnia Halinka musiała chować się pod łóżkiem nie rozumiejąc wówczas dlaczego nie ma pokazywać się sowieckim żołnierzom. Pojęła to dopiero później słysząc o gwałtach zadawanych przez "oswobodzicieli".
Po zakończeniu wojny rodzina Kosmacińskich wróciła do Kościana gdzie na nowo zaczął działalność warsztat szewski Romana. Niestety, władza ludowa w czasach stalinizmu zabrała lokal "kamienicznika" i przemieniła go na milicyjne konsumy. Warsztat mógł działać tylko z tyłu domu, w podwórzu. Dziś można powiedzieć, że z przyczyn politycznych (jej ojciec był nie dość, że prywatnym rzemieślnikiem, to do tego właścicielem kamienicy - co w tamtych czasach uchodziło prawie za przestępstwo) Halina nie mogła skończyć kościańskiego Liceum. Została wówczas przyjęta do Szkoły Gastronomicznej prowadzonej przez Siostry Urszulanki w Pniewach. Gdy komunistyczne władze przejęły i tę szkołę, uczennice na szczęście mogły dokończyć naukę.
I tak po maturze Halina zdecydowała się na Szkołę Dietetyczek w Krakowie. Po jej ukończeniu dostała nakaz pracy w szpitalu w Lesznie, a następnie w Poznaniu. Był właśnie czerwiec 1956 roku. Do końca życia pamiętała niekończący się dyżur w szpitalu klinicznym w Poznaniu przy ul. Przybyszewskiego - 28 i 29 czerwca tamtego tragicznego roku.
W 1958 roku poznała - o 9 lat starszego - Henryka Stępczaka, za którego wyszła za mąż 4 lutego 1959 roku. Rok później na świat przyszedł pierwszy syn Wojciech; w 1963 urodził się Jacek, a w 1972 najmłodszy Szymon. W latach 60-tych ubiegłego stulecia przestała pracować jako dietetyczka; oddała się całym sercem pomocy swoim rodzicom w kierowaniu warsztatem szewskim, a po ich śmierci sama prowadziła sklep obuwniczy.
Z mężem przeżyła szczęśliwe 38 lat. Henryk zmarł nagle (doznał rozległego zawału serca) w 1997 roku. Przez dwadzieścia lat pozostawała wdową. Była dumna ze swoich synów. Doczekała się dwóch wnuków i prawnuka. Cieszyła się z mającego się narodzić kolejnego prawnuka. Dziękowała Panu Bogu, że cała rodzina była w Kościele. Zmarła pojednana z Bogiem i bliskimi w sobotę 23 września 2017 r. o godz. 7 rano.
W ciągu swego życia wielokrotnie była doświadczana różnymi chorobami, z których ostatecznie szczęśliwie wychodziła. Ostatnie 3-4 tygodnie życia były naznaczone nieodwracalnymi już zmianami w organizmie i wzmagającym się cierpieniem. Do końca pozostała świadoma i wdzięczna za każdą posługę. Dzień przed śmiercią z synem księdzem wspólnie odmówiła różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego. Przez wiele lat była w parafii farnej w Kościanie główną zelatorką Żywego Różańca.
Często powtarzała: "Ja za wszystko dziękuję Panu Bogu, o nic Go nie proszę. On wie najlepiej co dla nas jest dobre". Mówiła tak również w sytuacjach gdy sama doświadczała różnych trudności, chorób i cierpienia. (Stąd motto tego tekstu.)
Dzisiaj dziękujemy za jej życie, za wszystkie dobro otrzymane przez jej ręce i ufamy - jesteśmy pewni wiarą - że jest pośród zbawionych w niebie.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym! Amen.